
- Na celowniku: antyterroryści
- Antyterrorysta to facet jak doberman
- Antyterroryści w akcji przeciw terrorystom
- Biuro Operacji Antyterrorystycznych
- Model idealnego antyterrrorysty
- Do antyterrorystów trafiają tylko najlepsi
- Rozpocznij swój trening już dziś
Lata normalnej służby, a potem setki wyczerpujących egzaminów. Strzelanie, skoki na spadochronach, walka wręcz, taktyka, testy psychologiczne - zostać antyterrorystą nie jest łatwo. To prawdziwa policyjna elita, w której jest miejsce tylko dla najlepszych.
Rambo nie miałby szans trafić do polskiej jednostki antyterrorystycznej. Bo żeby zostać policyjnym komandosem, najpierw trzeba być policjantem. Szkoła policyjna, lata służby na ulicy czy w brygadzie kryminalnej - dopiero potem można się starać dostać do elitarnej jednostki.
Jak zostać antyterrorystą?
Kto ma szansę? Na pewno nie wolno myślący siłacze. Jak mówią specjaliści, u antyterrorysty najważniejsza jest głowa. "Teraz większość kolegów jest po studiach. Niektórzy mają albo robią doktoraty” - mówi nam były już antyterrorysta Darek "Łyżeczka”, który w jednostkach specjalnych służył 17 lat.
Szans nie mają też agresywni furiaci. "Zgłosił się do mnie kiedyś facet. Mówi: Jestem tak agresywny, że mnie wyrzucają z każdej pracy. Tu jest miejsce dla mnie. Nic bardziej błędnego. Odszedł z kwitkiem” - dodaje Kuba Jałoszyński, długoletni szef policyjnych antyterrorystów.
"Głowę" kandydata sprawdza się jeszcze przed przyjęciem na szkolenie. "Najpierw jest rozmowa z psychologiem, potem test sprawnościowy, a potem znowu psycholog. Żeby zobaczyć, jak człowiek działa, gdy jest zmęczony” - opowiada Jałoszyński. Ci, co przejdą selekcję, idą na kurs
Trwa to od pół roku aż... do skutku. Ale najczęściej jakiś rok. "Strzelanie, narty, wspinaczka, wysadzanie w powietrze, nurkowanie, desant na linach ze śmigłowca, skoki spadochronowe i taktyka...” - wylicza.
A potem egzaminy i... dalsze treningi. Właściwie antyterroryści ćwiczą przez całą policyjną karierę. Mają swój samolot do zdobywania, autobus, dom. Trenują w metrze, w pociągach, w więzieniach i na poligonach. W Bieszczadach, na Mazurach, nad morzem - wszędzie.
Każdy polski antyterrorysta musi być też sprawnym skoczkiem spadochronowym. Choć nie wykorzystuje tego w akcjach. Skoki służą sprawdzeniu odporności psychicznej. Tego nie ćwiczą nawet antyterroryści z Izraela, uznawani za najlepszych na świecie. Tam trzeba opanować tylko szybki desant na linach.
Są też snajperzy. To osobna kategoria. Oni potrafią godzinami wręcz "pieścić się" z własną bronią. Trenują cierpliwość, wytrzymałość, opanowanie. Dlaczego? Podczas akcji muszą nieraz godzinami leżeć bez ruchu. I cały czas celować do bandyty. Gdy ten zacznie strzelać, nie mogą chybić. Dlatego nieustannie przygotowują się do oddania tego jednego, celnego strzału.
Szkolenie to początek
Ale lata szkolenia to dopiero początek. Kiedy "świeży" antyterrorysta trafia na pierwszą akcję, często zostaje przy samochodzie. "Żeby poczuł atmosferę, oswoił się” - tłumaczy Darek "Łyżeczka". I dodaje: "Na następnej akcji idzie z tyłu, za doświadczonym kolegą, jak za matką. Na początku ma klapki na oczach jak koń i tyle widzi, co przed sobą. Potem mu się te klapki coraz bardziej odchylają, a po pięciu latach widzi już wszystko dookoła".
Pierwszy polski oddział antyterrorystyczny powstał w 1976 roku. Ale, jak mówią specjaliści, przed 1990 rokiem to była raczej zabawa w antyterrorystów, a nie zawodowstwo. "W jednostce w Warszawie na jakichś 70 ludzi było 9 hełmów balistycznych i kilka kamizelek. I pistolety maszynowe RAK, które jak upadły, potrafiły się same przeładować. Ale przede wszystkim nie mieliśmy pojęcia o taktyce" - mówi Jałoszyński.
"Zachód nawet chciał nas szkolić, ale politycznie było to niemożliwe. A Wschód wcale się nie chciał z nami dzielić swoją wiedzą. Wreszcie w 1990 r. zaprosili nas do siebie Amerykanie. Tam szkolili nas antyterroryści z Izraela. To dopiero otworzyło nam oczy.” - ocenia długoletni dowódca antyterrorystów. "Teraz, jeśli chodzi o wyposażenie i wyszkolenie, to jesteśmy na wysokim europejskim, a nawet światowym poziomie. Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej" – kończy.